Pies w Kociej Dolinie - trudny przypadek
-
niedziela, 16 wrz 2007 18:53

Agnieszka znalazła Jasia. Oto, co pisze o piesku na forum Miau:
"Jasiek to nieduży kundelek z pięknymi oczyma. Kilka lat temu pewna pani z mojego bloku przygarnęła psiaka. Był to jej drugi pies, któremu podarowała dom. Psy zgodziły się i żyły spokojnie w domu pani z jej córką i synem. Jasiek był hałaśliwym psem, ale to chyba tylko dlatego, że nie miał gdzie wyładować energii. Poza tym nikt mu chyba nie powiedział, że nie szczeka się o 6 rano na klatce schodowej podczas schodzenia na spacer. Nie lubiłam Jaśka. Jest troszkę nieforemny – jakby skrzyżowanie jamnika z jakimś innym psem. Poza tym to szczekanie na wszystkich i wszystko. Mój Pies Igi też go nie lubił…
Dwa miesiące temu zaczęłam widywać pomieszkujące w okolicy mojego śmietnika dwa psy. Jeden mniejszy, suczka i większy, pies. Zaczęłam je dokarmiać. Igi stwierdził, że karmy starczy dla trzech i ostatecznie mogę nosić pod śmietnik jego karmę. Psiaki zajadały, okazało się, że nie tylko ja je dokarmiam. Pewnego dnia podczas karmienia i pojenia piesków – nazwałam je Jasiami Wędrowniczkami, bo widywałam je i ich karmicieli na całym osiedlu – dowiedziałam się od pewnej pani z mojego bloku, że to ten sam Jasio, którego nie lubiłam, przygarnięty kiedyś przez dobrą osobę. Osoba ta niestety zmarła jakiś czas temu, zaś córkę wyeksmitowano z mieszkania. Zabrała ze sobą jednego z psów, a Jaśkowi albo było tam źle i uciekał, albo go po prostu nie wpuszczono do nowego domu.
I tak Jasio został osiedlowym psem. Sunia po jakimś czasie znikła – nie wiem, czy miała dom i takie życie to było tylko przygodą. W każdym razie Jasio został sam. Błąkał się po osiedlu bez celu, bez tego zawadiackiego uśmiechu na pysiu. Zaczęłam go widywać coraz mniej. W zeszły tygodniu nie miał apetytu i humoru. Wzgardził psia karma, nie chciał parówki. Chciałam go zabrać do weterynarza, ale znów mi zniknął. Kilkugodzinne poszukiwania w deszczu nie przyniosły skutku – Jasiek przepadł. Myślałam, że ktoś dał mu dom…Wczoraj wieczorem z TZ wyszliśmy z psem. Patrzymy – przy śmietniku, na wyrzuconej przez kogoś kanapie leży Jasiek. Wróciłam do domu po karmę i wodę. Jasiek nie chciał wstać, nie podnosili główki – leżał zwinięty jak w jakimś marazmie. Podniósł głowę, gdy poczuł wodę. Napił się. Dużo pił. Wychudzony, smutny – zastanawialiśmy się czy to ten sam pies. Gdy próbował wstać, przewrócił się. Był wycieńczony, nie miał siły stać na nogach.
W domu osiem kotów i pies. Nie mogę do domu przyprowadzić Jaśka, bo mama się zbuntuje i przestanie pomagać przy zwierzakach, jak ja będę w pracy. Nie mogę też Jaśka zostawić na noc na dworze w takim stanie.
Jasiek siedzi w mojej piwnicy. Ma posłanko zrobione z trzech narzut, miseczkę z karma i wielka michę wody. Zanim zostawiliśmy go tam na noc, zwymiotował trawę i kości. Za kilka godzin idziemy do weterynarza. Ale co dalej – przecież Jasiek nie może mieszkać w piwnicy…"
Czy ktoś jest w stanie poratować Kocią Dolinę? Jasio potrzebuje domu, stałego lub tymczasowego. Przecież nie można pozwolić, aby się poddał. Już i tak zbyt wiele przeszedł w swoim psim życiu...
komentarze
Tego artykułu jeszcze nie skomentowano
komentuj "Pies w Kociej Dolinie - trudny przypadek"
adopcja dom tymczasowy pies chory pomoc

